LOMIANKI.INFO
ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ

środa, 18.5.2022


LOMIANKI.INFO

NEWSY - ŁOMIANKI
PRZEGLĄD PRASY

KATALOG FIRM
MAPA ŁOMIANEK
OGŁOSZENIA
INFO-BIZNES
GALERIA

MIESIĘCZNIK .INFO

SONDY - ARCHIWUM
ŁOMIANKI W SIECI
KAMERA INTERNETOWA

Szukaj
w ŁOMIANKI.INFO
Szukaj
FIRMY lub USŁUGI



Byliśmy ochotnikami....
2013-08-05

KOMENTARZE: 3

W sierpniu Powstanie Warszawskie staje się tematem rozmów, analiz prasowych, komentarzy na portalach społecznościowych. Opinie bywają zróżnicowane, czasem kontrowersyjne. postanowiłam więc porozmawiać z uczestnikami powstania, świadkami tamtych wydarzeń.

Sylwia Maksim-Wójcicka: Okres Powstania Warszawskiego dla obu panów oznacza inne przeżycia.

Leon Zawitaj: pochodzę z rodziny o wojskowych korzeniach. Mój ojciec – Kazimierz Zawitaj ps. Wit – przed wojną był zawodowym podofi cerem, został ranny w 1920 roku i potem kolejny raz w 1939 r. W czasie wojny współtworzył ruch oporu, działał w organizacji Polska Niepodległa, później w Armii Krajowej. Nasz dom w Burakowie był pierwszym ośrodkiem lokalnej konspiracji w okolicy. Mama – Stanisława ps. Ala – zajmowała się kolportażem. Ulotki i podziemną prasę przewoziła z Marymontu do Burakowa i Łomianek. Pomagałem jej, często sam jeździłem rowerem do Warszawy i przywoziłem gazety ukryte w kierownicy roweru. Dzieciakowi łatwiej było odwrócić uwagę Niemców. Tak działaliśmy do początku 1943 roku, kiedy to z powodu wsypy i rewizji w naszym domu musiałem z ojcem uciekać z Burakowa do Warszawy. Mój ojciec, poszukiwany listem gończym w całej Generalnej Guberni, nie mógł pojawić się w domu.

Arkadiusz Matejkowski: Rodzice wychowali mnie w tradycji patriotycznej. Ojciec był szefem plutonu łączności w 21 Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”, brał udział w wojnie 1920 r. Po wybuchu II wojny trafi ł do obozu jenieckiego, potem był w Związku Walki Zbrojnej. Przed wojną byłem zastępowym, w 1939 r. dostałem się do Gimnazjum im. Czackiego. Wojna pokrzyżowała plany. Mojego brata Niemcy zastrzelili w 1940 roku na Dworcu Gdańskim, zaś ojciec został aresztowany i rozstrzelany na Pawiaku w 1942 r. Ponieważ podczas rewizji Niemcy zabrali moje zdjęcie, musiałem uciekać z Warszawy. Trafi łem do partyzantki w lasach Czerwonego Boru. W 1943 r. dostałem rozkaz przedostania się do Warszawy. Pod Siedlcami aresztowało nas gestapo, siedziałem w celi z 33 innymi więźniami, z których większość potem rozstrzelano na Pawiaku. Mnie i koledze udało się uciec i przyjechałem bez dokumentów do Warszawy. Skierowano mnie do pracy w wytwórni papierów wartościowych. Pracowałem tam m.in. przy druku kennkart, czyli dowodów tożsamości wydawanych Polakom. Razem z innymi pracownikami organizowaliśmy przerzut czystych druków na potrzeby podziemia.

SMW: Jak dla panów rozpoczęło się powstanie?

LZ: Z ojcem ukrywaliśmy się w Warszawie na Gocławiu, tam zastało nas powstanie. Ojciec chciał walczyć, ale dostał rozkaz powrotu do Burakowa. Miał tu koordynować działalność konspiracyjną, zajmować się przerzutami broni, kontaktami pomiędzy komórkami AK w Łomiankach, Dąbrowie i w puszczy. Powstanie spędziłem więc w Burakowie i zajmowałem się głównie dostarczaniem meldunków i korespondencji. AM: W lipcu 1944 roku miałem 18 lat i czekałem na sygnał do walki. Kiedy wybuchło powstanie przydzielono mnie do plutonu w Zgrupowaniu Żubr płk. Mieczysława Niedzielskiego Żywiciela. Dostałem pistolet maszynowy Błyskawica produkowany w podziemiu na bazie Stena, ale zabrakło magazynku więc naboje trzymałem w kieszeniach. Pierwszego dnia atakowaliśmy lotnisko na Bielanach, czyli teren dzisiejszego szpitala i lasku bielańskiego. Dostaliśmy tam mocno. Potem atak na AWF. Tam mnie trafili. Na drzwiach przeniesiono mnie do szpitala polowego zorganizowanego w domu dziecka przy Alei Zjednoczenia. Odłamki do dziś tkwią w moich kościach. Po kilkunastu dniach miałem dość leżenia, chciałem walczyć. Z moim batalionem Żubr trafi łem do budynku straży ogniowej na Słowackiego. Niedaleko, na ulicy Gdańskiej stała barykada, której broniliśmy. Zajmowałem się też naprawianiem linii łączności. Byłem jeszcze raz ranny, ale już wtedy były tak złe warunki, że radziłem sobie jakoś sam. Kiedy sytuacja była coraz bardziej tragiczna, dostaliśmy rozkaz przejścia do wału wiślanego w okolicach Krasińskiego. Tam – jak mówiono – miano nam zapewnić przeprawę na drugi brzeg. Oczywiście tak się nie stało. Wał był kontrolowany przez Niemców. Po ogłoszeniu kapitulacji broń składaliśmy na Placu Wilsona, a potem zgromadzono nas przy Powązkach.

SMW: W powstaniu zginęło ok. 215 tys. Polaków. Ocenia się, że 15 tys. to byli powstańcy, a reszta to mieszkańcy Warszawy. Jak oceniają panowie sytuację ludności cywilnej?

AM: My – żołnierze zupełnie inaczej odbieraliśmy to co się działo, byliśmy na barykadach, walczyliśmy. A ludność cywilna żyła w tragicznych warunkach, stłoczona w piwnicach, bez wody, prądu, jedzenia, skazana na to co przyniesie los. Ci ludzie to też bohaterowie powstania. Początkowo bardzo nas wspierali, choć dla wielu wybuch powstania był zaskoczeniem. Pod koniec czuliśmy jednak coraz większy brak akceptacji i oczekiwanie na zakończenie dramatu.

LZ: Najtragiczniejszą sytuację miała ludność cywilna, bo oni nie mieli wpływu na nic. Tak było w przypadku mojej żony. Miała wówczas 14 lat, mieszkała z rodzicami na Ochocie. Kiedy wybuchło powstanie jechała tramwajem do pracy. Tramwaj zatrzymał się na skrzyżowaniu Marszałkowskiej i Al. Jerozolimskich. Proszę sobie wyobrazić dziecko, bez rodziców, w środku walk. Ukryła się w jakiejś piwnicy, tam zaopiekowała się nią obca rodzina. Kiedy Niemcy zdobyli kamienice, w której przebywała, wszystkim cywilom kazali wyjść na zewnątrz i ustawić się jako tarcze ochronne dla niemieckich czołgów. Do rodziców wróciła dopiero po powstaniu. To był ogromny dramat, przecież w powstaniu zginęło ok. 200 tys. cywilów.

SMW: Czy można Powstanie Warszawskie oceniać w sposób jednoznaczny?

AM: Byłem żołnierzem, ochotnikiem, chciałem walczyć z Niemcami i walczyłem. Przygotowywałem się do tego od początku wojny. Ocena powstania będzie zapewne inna jeśli spojrzymy z perspektywy dowódców, powstańców czy ludności cywilnej. Oceniając powstanie trzeba zdawać sobie sprawę, że to była wojna, a wojna to jest straszna rzecz, to jest głód, śmierć, strach. Były to tragiczne 63 dni. Wyjeżdżając z Warszawy w transporcie jenieckim widziałem pożary i morze ruin...

LZ: Przede wszystkim trzeba znać historię i dopiero potem można wydawać oceny. Dlatego staramy się propagować wiedzę o powstaniu, o konspiracji, o tym co się działo w naszym rejonie podczas wojny. Mieliśmy kilka spotkań w szkołach w Łomiankach. Sądzę, że powinno być ich więcej, aby młodzież miała okazję spotkać się z uczestnikami tamtych wydarzeń. My jesteśmy gotowi nadal uczestniczyć w tego typu lekcjach.

SMW: Dziękuję bardzo. Jestem bardzo wdzięczna za tę rozmowę, bo zdaję sobie sprawę, że dla panów ta opowieść wiąże się z powrotem do trudnych i bolesnych wspomnień.



Arkadiusz Matejkowski ps. Tofek - kapral podchorąży, Batalion Żubr, Zgrupowanie Żywiciel, wiceprezes Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych – Koło w Łomiankach, mieszkaniec Dziekanowa Bajkowego

Leon Zawitaj - syn Kazimierza Zawitaja ps. Wit, założyciela pierwszej w Burakowie siatki konspiracyjnej organizacji Polska Niepodległa, członek Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych – Koło w Łomiankach, mieszkaniec Burakowa


LOMIANKI.INFO - 5/2012





KOMENTARZE UŻYTKOWNIKÓW www.LOMIANKI.INFO
Komentarze zamieszczane na portalu są opinią użytkowników.
NIEZALOGOWANY: #Krystian IP: 46.246.34.*
2013-08-05, 17:54    
"Byłem żołnierzem, ochotnikiem, chciałem walczyć z Niemcami i walczyłem. Przygotowywałem się do tego od początku wojny. Ocena powstania będzie zapewne inna jeśli spojrzymy z perspektywy dowódców, powstańców czy ludności cywilnej. Oceniając powstanie trzeba zdawać sobie sprawę, że to była wojna, a wojna to jest straszna rzecz, to jest głód, śmierć, strach. Były to tragiczne 63 dni. Wyjeżdżając z Warszawy w transporcie jenieckim widziałem pożary i morze ruin..."

...i to jest podstawowa kwestia, z której WSZYSCY powinni sobie zdawać sprawę. Przy ocenie należy być bardzo ostrożnym, a ocena Powstania Warszawskiego przede wszystkim nie powinna być orężem w bieżącej polityce.

ps. Miło wiedzieć, że mamy takich sąsiadów. Dziekuje! Ukłony dla autorki wywiadu, Pani Sylwii Maksim.
2013-08-06, 08:20    
Dziękuję bardzo i pozdrawiam :)
NIEZALOGOWANY: #Marcin Gajewski IP: 5.173.96.*
2013-08-09, 09:50    
"...nie wszystko co warto to sie oplaca i nie wszystko co sie oplaca to warto.." gdyby bohaterscy Powstancy uwazali ze nie warto - nie uczestniczyli by w Powstaniu oddajac wielokrotnie swoje zycie...To nie byli to glupi ludzie ksztaltowani przez telewizje ( czy to warszawskie czy torunskie). Warto zapoznac sie z ich zyciorysami....pamietac!!! To nie byla banda oszolomow pragnaca za wszelka cene przeszkodzic ludnosci cywilnej w wyzwoleniu przez 'bohaterska armie radziecka'...ci ludzie juz wiedzieli co wydarzylo sie w Wilnie i Lwowie wyzwolonym przez sowietow. Zginal kwiat polskiej inteligencji. Tym co przezyli zmarnowano wielokrotnie zycie. ( no moze z wyjatkiem Rajmunda Kaczynskiego bo ten jako jedyny z Powstancow dostal wille na Zoliborzu ). Ucierpiala ludnosc Warszawy to prawda, ale wypowiadajacym slowa o bezsensownosci Powstania polecam wizyte w Palmirach!!!! Ci co tam leza swiadcza o sensie Powstania!!! Ci ludzie nie zgineli w walce!!! To nasi niemieccy sasiedzi ich tam 'przeprowadzili'. Gdyby nie Powstanie Warszawskie' zapewne podobna 'zapomniana dzielnica Warszawy' znajdowala by sie w okolicznych lasach, dobrze nawieziona wapnem. W ramach prezentu od naszych radzieckich towarzyszy....
Chwala i czesc bohaterom Powstania Warszawskiego...zwlaszcza gdy odwaga potaniala a glupota w cenie...
Dodaj komentarz...

Aby dodać komentarz najpierw ZALOGUJ SIĘ lub ZAŁÓŻ KONTO

Aktualnie jesteś "NIEZALOGOWANY" podaj nick tymczasowy:



Publikacja komentarza oznacza akceptację regulaminu

Czy zapoznałeś się z regulaminem




KONTAKT · ZASADY WSPÓLPRACY · REGULAMIN · COOKIES · # 1
© LOMIANKI.INFO 2006-2019   |   PARTNERZY: Pracownia NAWIAS & Internet Business System   |   Phetrak IT