LOMIANKI.INFO
ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ

środa, 17.10.2018


LOMIANKI.INFO

NEWSY - ŁOMIANKI
PRZEGLĄD PRASY

KATALOG FIRM
MAPA ŁOMIANEK
OGŁOSZENIA
INFO-BIZNES
GALERIA

MIESIĘCZNIK .INFO

SONDY - ARCHIWUM
ŁOMIANKI W SIECI
KAMERA INTERNETOWA

Szukaj
w ŁOMIANKI.INFO
Szukaj
FIRMY lub USŁUGI



Gloria victis czyli chwała zwyciężonym
2008-09-20

KOMENTARZE: 0

Jakieś cztery olimpiady temu pracowałem w dzienniku o rozbudowanym dziale sportowym. Po igrzyskach zaproponowałem kierownikowi, że napiszę tekst o pewnym sportowcu, który zajął w swojej dyscyplinie 9 miejsce. Kierownik spojrzał na mnie, jak na idiotę i powiedział: - To, o czym chcesz pisać? Przecież przegrał!

No, właśnie – przegrał. Co powiedzieć takiemu gościowi? Pomijam ideę Coubertina, który uznawał, że sam start na Olimpiadzie jest już pewną nobilitacją, ale przecież ci, którzy nie stanęli na podium mieli taki sam trudny okres przygotowań do tej największej sportowej imprezy, jak zwycięzcy, tak samo ciężko pracowali, tyle samo wyrzeczeń kosztowały ich treningi. Nie dotarli jednak na pudło. Nie zawsze z własnej winy. Dziennikarze, a także wielu działaczy sportowych umywając ręce, jak Piłat, mówią o polskiej sportowej katastrofie. A może trzeba spojrzeć w lustro i zapytać, czy zrobiono rzeczywiście wszystko, żeby przygotować sportowców do tego światowego święta sportu, czy na pewno zapewniono właściwe warunki? Czego zabrakło, że nie zwyciężyli, choć przecież bardzo chcieli?

- Mówiłem już o tym wielokrotnie, że bardzo mi zależało na zwycięstwie. Nikt, jak ja nie miał takiego bodźca. Chciałem wygrać dla Franka, mojego syna. Także z czysto komercyjnych względów. Urodził się z wadą serca i kolejne operacje kosztują masę pieniędzy. Obaj walczymy: on o życie, ja o ludzkie wsparcie. Za medal był konkretny ekwiwalent finansowy. Nie udało się – mówi Krzysztof Wiłkomirski, związany z Łomiankami judoka, medalista mistrzostw świata i Europy, dziewięciokrotny mistrz Polski w wadze 73 kg.

Zaczynał w AZS UW. Na treningi chodził z ojcem, pracownikiem naukowym UW, również trenującym judo. Rodzinne geny. Sukcesy, jeszcze w kategorii dzieci przyszły dość szybko, co dopingowało do jeszcze większej pracy. Po czterech latach był już wicemistrzem Polski młodzików. „Dorosłe” sukcesy, choć przyszły niespodziewanie, jednak wypracowane były solidnie. Na mistrzostwa świata do Monachium miał jechać ktoś inny, ale odniósł kontuzję i Krzysztof pojechał w zastępstwie. Z pięciu walk trzy wygrał przed czasem, jedną na punkty, a jedną przegrał w półfinale z mistrzem świata Makarovem, który wszystkie pojedynki wygrał przed czasem.

Na olimpiadzie w Pekinie nie wyszło. Stoczył dwie walki. W pierwszej rundzie, wygrał z reprezentantem Łotwy. Następnie przegrał z zawodnikiem z Mongolii i odpadł z turnieju olimpijskiego. Co było nie tak?

- Na igrzyska nie wyjeżdża np. aktualny mistrz kraju w danej dyscyplinie. Kto chce startować wśród najlepszych musi zdobyć olimpijskie kwalifikacje. A więc walczyć o prawo reprezentowania kraju. To nieprzypadkowy sportowiec, tylko ktoś, kto poświęcając wiele innych spraw, zdobywając się na wiele wyrzeczeń chce zdobyć złoty medal. W mojej kategorii wagowej wybrano 30 zawodników z kilkudziesięciu tysięcy chętnych z całego świata!!! Do Pekinu przyjechali najlepsi z najlepszych, w każdej dyscyplinie. I każdy chciał zdobyć medal. W sporcie nie ma samych zwycięzców. Ktoś musi także przegrać Tym razem padło na mnie. Następnym razem wygram ja...

Jak rozważać taką porażkę z pozycji kibiców siedzących przed telewizorami z butelką piwa w ręku i zwałami tłuszczu na brzuchu? Oni są zawsze zwycięzcami. Jedyne ćwiczenie, które wykonują, czyli przyciśnięcie guzika pilota, nie wymaga zbyt wielkiego samozaparcia.

- Bardzo łatwo ocenia się czyjeś poczynania z tej pozycji. A to nie zawsze jest takie proste: białe lub czarne. Nie udało się w Pekinie… Cała nasza ekipa judo była niezła, po sukcesach i medalach z MŚ i ME. Mieliśmy świadomość dobrego przygotowania. Wszyscy wiedzieliśmy, że medale są w naszym zasięgu. Czy inaczej warto byłoby stawać na macie? - mówi drugi z łomiankowskich judoków, walczących na macie pekińskiej olimpiady, Tomasz Adamiec trzykrotny mistrz Polski, medalista mistrzostw Europy i Pucharu Świata. W Pekinie w kategorii 66 kg, przegrał swoją pierwszą walkę. Uległ po zaciętej walce w dogrywce reprezentantowi Iranu jedną koka, czyli najniższym możliwym punktem. Irańczyk tak był wykończony walką z Polakiem, że następną przegrał z kretesem. Adamiec natomiast po 10 minutach gotów był do kolejnej.

Bardzo mocno szlifował wytrzymałość i siłę. Pary starczyłoby na cały turniej.

- Miałem chyba najcięższe losowanie z możliwych. Od razu trafić na najtrudniejszego przeciwnika – to nienajlepsze zrządzenie losu. Nie usprawiedliwiam się, najważniejsze jest bowiem w sporcie, gdy człowiek po walce może bez obrzydzenia patrzeć w lustro, nie ma wyrzutów sumienia i czuje, że zrobił wszystko, na co było go stać. Mam taki stan i cieszę się z tego. To była moja pierwsza olimpiada. Nikt, kto nie był na igrzyskach nie ma pojęcia, jakie wiąże się z tym napięcie i jaka odpowiedzialność. Może, gdybym zaryzykował ostrzej w walce z Irańczykiem...

Cóż, nie zawsze widać jest tak, jak człowiek by chciał. Czasem przeszkadza w tym po prostu wspomniany brak szczęścia, czasem gorset odpowiedzialności.

Judo to jego pasja. Jego też dopinguje ojciec. Ma ten komfort, że ma w nim także wsparcie finansowe. To pozwala zdjąć jeden kłopot z głowy, bo gdy są medale każdy spieszy z honorariami, ale gdy ich nie ma trudno jest zadbać nawet o własną, tak konieczną dla sportowca dietę.

Komentarze prasowe po porażkach wyglądają zaś tak, jakby każdy z zawodników stawał na macie od razu do odstrzału, bez chęci do walki. Kazali, to pojechali. Ktoś musiał. Więc im nie zależy.

Na miłość boską pokażcie mi sportowca, który nie chce wygrać. To nie jest wówczas sportowiec.

- Czasem wszystko jest idealnie, innego dnia – nic nie wychodzi. Jest wiele czynników nie końca od nas zależnych – twierdzą zgodnie obaj judocy.

Niektóre z nich zależą od… działaczy. Gdyby ich chęć walki była równa chęci walki sportowców – może w polskim sporcie byłoby lepiej...

Krzysztof Wiłkomirski ma 28 lat. Tomasz Adamiec – 26. Zapamiętajcie te nazwiska. To nasi złoci medaliści Igrzysk Olimpijskich w Londynie, za cztery lata.

Gazeta Łomiankowska 19/2008





KOMENTARZE UŻYTKOWNIKÓW www.LOMIANKI.INFO
Komentarze zamieszczane na portalu są opinią użytkowników.

Nie dodano jeszcze komentarzy do tego artykułu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz...

Aby dodać komentarz najpierw ZALOGUJ SIĘ lub ZAŁÓŻ KONTO

Aktualnie jesteś "NIEZALOGOWANY" podaj nick tymczasowy:



Publikacja komentarza oznacza akceptację regulaminu

Czy zapoznałeś się z regulaminem




KONTAKT · ZASADY WSPÓLPRACY · REGULAMIN · COOKIES · # 1
© LOMIANKI.INFO 2006-2013   |   PARTNERZY: Pracownia NAWIAS & Internet Business System   |   Phetrak IT






Helios Travel biuro podróży Łomianki


Szybkie pożyczki Takto Finanse


Pożyczki na raty Ferratum