Jak łatwo wprowadzić w błąd...
Trudno nie skomentować artykułu pt. „Zasada to, czy wyjątek?...”
z 26 numeru „Gazety Łomiankowskiej” z ubiegłego roku.
Jak zwykle – są co najmniej dwie racje, ale nie ma żadnej alternatywy.
Prawo przewozowe, ubezpieczeniowe, drogowe nie pozwala
na interpretację przepisów w sposób dogodny dla żadnej ze stron.
Jest, jak jest, tak ma być i kropka.
Fakt – reguły przeważnie denerwują tych, których dotyczą, nie
daje to nikomu jednak prawa do ich nieprzestrzegania. Fakty, które
Autorka opisuje w artykule, świadczą na niekorzyść kierowców
Spółki „KMŁ”, ale z zupełnie innego powodu, niż to się na pozór
wydaje. Żaden kierowca autobusu, nie tylko pracownik „KMŁ”,
nie ma prawa zatrzymywania się pomiędzy wyznaczonymi do
tego celu miejscami, zatem każde, udowodnione doniesienie
o otwieraniu drzwi i wpuszczaniu do autobusu pasażerów w
nie oznakowanych miejscach powinno skutkować karą porządkową,
a przy tzw. recydywie nawet zwolnieniem z pracy.
Nawiasem mówiąc, kodeks drogowy zabrania wsiadania lub wysiadania
z jakiegokolwiek pojazdu na skrzyżowaniach, czy podczas
jego postoju pod światłami. Takie zachowanie kierowcy autobusu
– jako ewidentne łamanie przepisów – naraża każdego przewoźnika,
na surowe kary finansowe ze strony Inspekcji Transportu Drogowego
na przykład. Dobre serce i życzliwość kierowcy nie mają
w tym przypadku żadnego znaczenia. Podobnie rzecz się ma z
kilkakrotnie omawianą w artykule kwestią pętli autobusowych.
Pętla autobusowa nie jest przystankiem autobusowym, jest
miejscem postoju pojazdu, miejscem w którym kierowca wykonuje
najczęściej manewr zawracania, a także wypełnia obowiązkową
dokumentację, dotyczącą przebiegu swojej służby. Postój na pętli
jest też, a właściwie – przede wszystkim - obowiązkowym czasem
odpoczynku kierowcy, nie jest wymysłem przewoźnika, ale wynika
wprost z przepisów ustawy o czasie pracy kierowców. Rozkłady jazdy
muszą uwzględniać takie przerwy w prowadzeniu pojazdu. Autorka
zastanawia się także, dlaczego czasem na pętli stoi kilka
autobusów jednocześnie? Otóż dlatego, że z bazy wyrusza co kilkanaście
minut kilka pojazdów, których zadaniem jest uzupełnienie
podstawowej służby w godzinach szczytu komunikacyjnego,
na pętlę zjeżdżają więc jeden po drugim, a czasem jednocześnie
- jeżeli któryś utkwi w korku! Czas trwania odpoczynku kierowców
jest jednak różny, nie wyruszają z pętli jednocześnie. Niektórzy kierowcy,
chcąc okazać pasażerom życzliwość, pozwalają na przebywanie
wewnątrz pojazdu na pętli. To też błąd, bo ubezpieczenie
OC – w razie jakiegoś wypadku – nie obejmuje postoju na pętli.
Wypadek na pętli staje się niejako zdarzeniem „cywilnym”, nie
„służbowym”. W takim przypadku konsekwencje ponosi kierowca
osobiście, łamiąc jeden z podstawowych przepisów kodeksu pracy
(a konkretnie art. 100k.p.), a z nim „KMŁ”, która z kolei zgodnie z
art. 120 kodeksu pracy, jest zobowiązana do naprawienia szkody
wyrządzonej przez pracownika osobie trzeciej. Identycznie przedstawia
się sprawa autobusu – widma, który nie zabiera pasażerów,
bo np. zjeżdża do bazy. Rozkłady jazdy są zatwierdzane przez właściwy
dla danych przewozów organ. Kierowca nie może wziąć autobusu
pod pachę i zanieść na miejsce jego odpoczynku. Kierowca
autobusu, jak każdy inny kierowca, musi doprowadzić pojazd do
garażu, lub parkingu! Ale kurs już się zakończył, ubezpieczenie też
nie działa, biletów sprzedawać już mu nie wolno. Jest tylko jeden
wyjątek od tej zasady: jeżeli w autobusie, który teoretycznie zakończył
służbę, znajduje się choćby jeden pasażer, który wcześniej
dokonał zakupu biletu, ale się (na przykład) zagapił i nie wysiadł,
gdzie powinien, to kierowca, mimo, że powinien już zjechać do
bazy, ma obowiązek dowieźć pasażera nawet do ostatniego przystanku
linii. Wtedy dopiero zakończy się jego służba. Kolejnych
osób już mu jednak zabierać nie wolno. Może się też zdarzyć, że w
normalnych godzinach autobus się zepsuje, czy ktokolwiek chciałby
jechać w niesprawnym? Chyba jednak nikt, a zresztą – tego
też nie wolno, więc nie ma o czym mówić. Dyspozytor musi, najszybciej
jak to możliwe, wysłać pojazd zastępczy. Ze zdziwieniem
czytamy, cytuję: „jeśli Ł-ka pracuje w ruchu ciągłym (świątek,
piątek i niedziela) to praca JEJ i W NIEJ ma charakter służby
– jak pogotowie, straż pożarna i.t.p.”. Tak, Ł-ka ma charakter
służby, ale jednak nie dokładnie takiej, jak przytoczone wyżej. Ł-ka
nie przyjeżdża na każde wezwanie, jeszcze nie dzisiaj, być może w
przyszłości i to się zmieni, ale tymczasem – niestety, nie! Ł-ka ma
stały, choć nie zawsze ściśle realizowany (z przyczyn niezależnych
od „KMŁ”) rozkład jazdy.
Rzec można, że w całej rozciągłości zgadzamy się z opinią Autorki
artykułu w kwestii wygody korzystania z istniejących przystanków.
Wysokie krawężniki, dziury w drogach, których pod kałużą w
żaden sposób wypatrzeć nie można, łatwo natomiast uszkodzić
kończynę, brak wiat przystankowych w wielu miejscach wyznaczonych
– są uciążliwe dla wszystkich pasażerów! Spółka jednakże nie
jest ani właścicielem, ani zarządcą dróg i musi korzystać z tego, co
jest i jakie jest. Pod wiatę przystankową tylko Zarząd Dróg może
wyznaczyć i przystosować odpowiednie miejsce – o ile jest to możliwe,
oczywiście. A nie jest możliwe w każdym miejscu, zaś gmina
Łomianki to nie tylko miasto, ale także obszar wiejski, drogi i pobocza
pozostawiają wiele do życzenia.
Z przyjemnością konstatujemy natomiast uwagę na temat
czystości w autobusach Spółki. Na marginesie – owa czystość, to
ogromny wysiłek pracowników sprzątających autobusy. Spółka nie
posiada myjni z prawdziwego zdarzenia, mycie i sprzątanie odbywa
się w myjni na świeżym powietrzu, ręcznie, co zwłaszcza w trudnych,
jesienno-zimowych warunkach atmosferycznych stanowi nie lada
wyzwanie dla służb porządkowych.
Tak, ceny biletów zostały podwyższone, w stosunku do obowiązujących
od 2001 roku, o około 16%, a trasa w obszarze
Warszawy skrócona o jeden przystanek. W tym czasie przeciętna
płaca w kraju wzrosła z około 2060zł do 2950zł, czyli o
43%. Ceny paliw w tym samym czasie podniesiono kilkakrotnie.
Może więc jednak ta podwyżka cen biletów nie powinna być aż tak
szokująca dla pasażerów?
Wiele uwag w artykule jest cennych, na przykład na temat trudności
z wsiadaniem i wysiadaniem osób starszych lub wiozących dzieci w
wózkach. Byłoby znakomicie, gdyby cały tabor Spółki był niskopodłogowy,
ale to nie jest na razie możliwe z przyczyn obiektywnych.
A zajezdnia, o którą Autorka artykułu pyta, jest – w Kiełpinie, przy
ul. Rolniczej 248. Od samego początku istnienia komunikacji miejskiej
w Łomiankach.
Prezes KMŁ, Tadeusz Kordek
Gazeta Łomiankowska nr 2/2009
2009-02-01
|